-Znów siedzisz na tym głupim drzewie!?-Krzyknęła Wichura która stała pod
drzewem czekając na mnie.Przewróciłem oczami i zeskoczyłem z drzewa
robiąc przy tym salto.Wylądowałem prosto przed niecierpliwą suczką która
już była lekko zdenerwowana moim nastawieniem.Wtedy ominąłem ją bez
żadnego słowa i poszedłem do przodu.
-A ty dokąd?
-Do siebie.-Mruknąłem i odszedłem.Zerkałem co parę sekund sprawdzając
czy Wichura nadal tam jest,a już po piątym zerknięciu suczka odeszła
tylko,że w przeciwną stronę niż ja.Pokręciłem głową i ruszyłem w biegu
do miasta.Kiedy byłem już na ulicy zwolniłem i zacząłem iść wolniej
stawiając dumnie każdy krok.Psy które przechodziły obok mnie omijały
mnie wielkim kręgiem.Wszyscy doskonale wiedzieli kim
jestem...wiedzieli,że z tym psem lepiej nie zadzierać.Kiedy obejrzałem
się na chwilę do tyłu poczułem,że na kogoś wpadłem.Wylądowałem na ziemi i
zacząłem masować się po łbie.Kiedy otworzyłem oczy spostrzegłem się,że
to jakaś suczka.Przez chwilę tak się na siebie patrzyliśmy,a potem
suczka wyciągnęła do mnie łapę.
-Essix.-Przedstawiła się.
Ja tylko mruknąłem i zmierzyłem suczkę wzrokiem.Ona wtedy cofnęła łapę i położyła po cobie uszy.
-Despero El Diablo.-Powiedziałem wstając i otrzepując się z ziemi.
(Essix?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz