Chciała coś powiedzieć,ale nie mogłam niczego z siebie wydusić.Każda
sekunda była jak godzina,a na pysku Furahy pojawiał się powoli smutek i
szykował się już na najgorsze.To jedno słowo ma przecież zmienić całe
moje życie...ale ja przecież nie jestem na to gotowa...i co teraz mam
powiedzieć?Wreszcie popatrzyłam się psu głęboko w oczy i uśmiechnęłam
się ciepło.-Och Furaha,tak.-Powiedziałam i wtuliłam się w futro psa.To była przepiękna chwila...i poczułam,że wreszcie znalazłam tego jedynego.Polizałam Furahę w policzek i powiedziałam:
-Chodz.
Wtedy pobiegłam przed siebie,a Furaha za mną.To była piękna chwila.Biegliśmy tak do puki nie dobiegliśmy na piękną plażę.
(Furaha? <3)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz