Obudziłem się...leżałem w ciasnej klatce z położonym łbem na
łapach.Wpatrywałem się bez celu na ring nie spuszczając z niego ani na
chwilę wzroku.
-A dziś nasz champion!Wszystkim dobrze znany Despero El Diablo!-Krzyczał
prowadzący przez mikrofon.-Zmierzy się w wielokrotnym mistrzem ringu
który pochodzi z Ameryki!A więc nie przedłużając.Despero zmierzy się
dziś z...Katonem!-Dokończył,a na ring przyniesiono klatkę z wielkim
dobermanem.Zawarczał na mnie cicho,a ja odpowiedziałem mu.
-Start!-Krzyknął jeden z ludzi,a furtki od klatek otworzyły się.Na
początku Katon zaczął wokół mnie krążyć i kłapać groznie zębami.Ja tylko
uśmiechnąłem się sam do siebie i obserwowałem bacznie jego chód.
-Ty to ten Despero?-Spytał.
-Tak,a co Cię to?
-Chyba pierwszy raz w życiu przegrasz.-Zaśmiał się szyderczo i chyba
miał racje...bardzo dziwnie stawiał łapy,ale mimo to nie poddawałem się i
nadal go obserwowałem.Nagle Katon naskoczył na mnie wbijając się mi w
plecy.Szybko go zrzuciłem,a przy okazji trafiłem nim w ścianę ringu.Pies
szybko się pozbierał i stał tak przez dłuższą chwilę dysząc i darując
mnie pełnym nienawiści spojrzeniem.Ja podniosłem dumnie łeb do góry i
patrzyłem się na niego również dysząc.Katon podjął pierwszy krok idąc
powoli w moją stronę.
-Dess,salto!-Krzyknął Ramon,a ja przeskoczyłem nad Katonem i zaatakowałem go z tyłu.
-Katon,zrzuć go!-Krzyczał zezłoszczony właściciel dobermana.Wtedy kiedy doberman leżał na ziemi prowadzący krzyknął:
-STOP!
I walka się zakończyła.Katona zabrali z ringu,a ja udałem się do sfory.
(Ktoś?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz