-Jakie to piękne...-Powiedziałam z uśmiechem,a te wszystkie drzewa były
takie piękna i kolorowe,że nie wiadomo było na które spojrzeć
najpierw.Nagle łabędzie odleciały...chyba czegoś się przestraszyły.Mnie
też ogarnął lekki niepokój i zerkałam co chwilę za siebie.
-Co się stało?-Spytał Furaha.
-Coś czuję...to jakiś dziwny zapach.-Powiedziałam niepewnie i postawiłam
powoli pierwszy krok.Nagle z krzaków coś wybiegło i wskoczyło do
wody.Furaha i ja od razu podbiegliśmy do jeziora,a po chwili wypłynęły z
niego dwa psy.Sama nie mogłam uwierzyć w to co widzę...był to dowódca
wojsk i młody łowca którzy ponoć zginęli w wojnie.
-Jak dobrze Cię widzieć.-Zaśmiał się łowca,ale ja nie odwzajemniałam uśmiechu.Furaha warknął.
-A ten to kto?-Spytał dowódca szykujący się do ataku.
-To Alfa tej sfory,a wy co tu robicie?-Spytałam.
-Uciekamy przed ludzmi.-Powiedział łowca i nastawił uszy.To chyba była najgorsza chwila w jakiej mogli się tu pojawić.
(Furaha?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz