-Despero...-Szepnęłam i popędziłam w stronę jego drzewa.Biegłam jak tylko szybko mogłam by jeszcze go złapać przed walką.
Bo ja wiem,że kiedy wszystko się skończy, Te rany jeszcze zostaną, Będą boleć,a ty zostaniesz z głupotą własną, Z własnym cierpieniem bez żadnego wsparcia, Z tą przeklętą drogą która przez ciebie wybrana, Z tymi zasadami na których twa dusza oparta. Bo ja wiem,że kiedy ta droga się skończy, Zostaniemy sami i losowi w ofierze oddani, Będziemy samotnikami z niespełnionymi marzeniami, A te rany i tak zostaną. Gdybym mógł cofnąć czas, Nie było by w ogóle nas, Żyłbym wtedy bez winy i poczucia swego egoizmu... Słyszałam jak śpiewa jedną z tych swoich smutnych piosenek i zauważyłam jak siedzi na gałęzi. -Despero!!-Krzyknęłam,ale on nie odwrócił się. -El Diablo!-Krzyknęłam głośniej,a pies odwrócił się gwałtownie i zwisł z drzewa prosto przed moim pyskiem. -Tak?-Spytał wolno i bez żadnego pośpiechu. -Chodz!Szybko!-Krzyknęłam,aż spadł z drzewa i popędziłam w stronę jaskini Furahy. Dess wyprzedził mnie i wpadł do jaskini. -Co jest?-Spytał Furahy. -Essix!-Krzyknął. -A co ja?Lekarz?-Spytał. Wtedy ja wpadłam do jaskini. -A co z Rudim?-Spytałam. Despero przewrócił oczami. -Dajcie mi chwilę.-Powiedział i wybiegł z jaskini,a już po pięciu sekundach był w jaskini z ziołami w pysku.Usiadł przed suczką i machnął jej dwa razy ziołem nad nosem,a ona psiknęła i obudziła się.Wtedy ja i Furaha podbiegliśmy do niej,a kiedy odwróciłam się by podziękować Despero...go już nie było. (Furaha?) |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz