Byli to trzej ludzie.Jeden chwycił łowcę za szyję i przyparł do drzewa,a
drugi człowiek zaczął celować strzelbą w dowódcę który rozglądał się
raz w lewo,a raz w prawo szukając drogi ucieczki.Człowiek który celował w
dowódcę strzelił,a ja odwróciłam łeb i zacisnęłam powieki nadal
zasłaniając oczy szczeniakowi.Usłyszałam tylko krzyk umierającego
dowódcy...człowiek który trzymał łowcę podniósł go za ogon głową do dołu
i zaczął przyglądać się jemu futrze.Łowca był prawie martwy od
strachu...człowiek zabrał go,a tamten drugi wziął ciało dowódcy i
odeszli.
(Furaha?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz