Podniosłem się niechętnie. Przeciągnąłem i spojrzałem w niebo. Było dość
późno, ruszyłem dalej. Mijałem kolejną wioskę. Ludzie szykowali się do
snu. Szedłem główną drogą, "nie będę się czołgał po krzakach".
Powtarzałem sobie w myślach. Kolejne koty przebiegały mi drogę.
Westchnąłem ciężko ale twardo podążałem dalej.
Już miałem wychodzić z wioski kiedy drogę zaszedł mi jakiś chłop. Był
duży, gruby i silny. Na łańcuchy trzymał mieszankę pitbulla z amstaffem.
Pies pienił się chcąc mnie dopaść. Najeżyłem się i zacząłem warczeć.
Nie cofałem się. Człowiek gadał coś, że mam niby być jego. Kiedy
skończył spuścił swojego czworonoga. Chwilę się z nim pobawiłem. Nie był
dla mnie godnym przeciwnikiem. Pies miał siłę lecz nie miał pojęcia co
ma robić. Szybko pozbawiłem go życia i uciekłem do lasu. Tamten grubas
chciał mnie dogonić. Nie wyszło mu to na dobre. Potknął się i upadł z
hukiem. Po czym darł się, że zrobił sobie coś z kostką.
Cóż jego problem. Nie kazałem mu siebie gonić. Zwolniłem mając pewność,
że mnie nikt nie dopadnie. Dotarłem do jakiegoś wodospadu. Zbliżyłem się
i zacząłem z niego pić. Usłyszałem za sobą warczenie. Powoli odwróciłem
głowę, za mną stała jakaś suka.
-Co tu robisz?
-Piję.
-Kim jesteś? - Cały czas na mnie warczała
-Psem który tędy przechodził.
-No ja myślę. Znajdujesz się wlaśnie na terenie Pack Of Hope.
-Dobrze wiedzieć. - Podszedłem bliżej. Ta kłapnęła zębami tuż przed moim pyskiem. - Uważaj. - Warknąłem.
-Nie muszę. - Odpowiedziała pewna siebie.
Nastała chwila ciszy. Oboje patrzyliśmy się na siebie uważnie oceniając swoje siły.
-Kim jesteś? - Ponowiła pytanie.
-Oskar. - Nie chciało mi się wymieniać już przydomków z hodowli. Uważam,
że moje imię to Oskar a nie nazwa hodowli w której się urodziłem. - A
Ty?
-Wichura.
Znowu zamilkliśmy.
-Szukacie może obrońcy? - Wypaliłem.
Wichura?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz