Siedziałam właśnie pod drzewem i ryłam na ziemi obrazek który
przedstawiał dwa psy...suczkę i psa którzy siedzą na drzewie przy
romantycznym zachodzie słońca.Opierały się o siebie,a cały obraz
wyglądał jak żywy.
-I co wy widzicie w tej miłości?-Spytał Despero który zwisł z gałęzi tuż przed moim pyskiem i wpatrywał się w obrazek.
-Masz talent.-Zaśmiał się i zeskoczył z drzewa stając łapą na moim rysunku.Ja warknęłam cicho.
-A jak tam ci się układa z twoim ukochanym?-Spytał i celowo podeptał mój obrazek.
-Bardzo dobrze,bo w przeciwieństwie do ciebie Furaha jest zabawny i
romantyczny.-Rzuciłam i odeszłam zdenerwowana.Furaha załatwiał coś
ważnego,a ja postanowiłam,że poobserwuję trochę granice sfory.Kiedy
szłam przez tak przez las zauważyłam jakieś duże drzewo.Wzięłam rozbieg i
skoczyłam wbijając się pazurami w pień.Pózniej usiadłam na gałęzi i
zaczęłam śpiewać:
Sé fuerte ...
No le hizo saber que la debilidad condenados,
Corre incluso el camino que atraviesa ,
el camino de la vida que eligió .
Todas las mañanas se fortalecerá , y cada uno perdido la esperanza de un nuevo dzień.Dziś nuestra fuerza en un combinado ...
O de lo contrario ,
ya que requiere el mundo ,
no te detengas, porque el lugar no era adecuado soporte .
Todas las mañanas se debe reforzar con cada esperanza perdida para un nuevo día ...
Kiedy byłam mała i coś mi się nie udawało Despero brał mnie do siebie i
śpiewał.Był dla mnie jak starszy brat...kiedyś był inny.Kochał żyć i
wiedział po co żyje...a teraz po utracie Liji wciąż się nad sobą
użala.Nagle usłyszałam jak ktoś opiera się o pień drzewa.Była to
Salvaja.
(Salvaja?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz